DSC_6022234

Interwencja w sprawie ginięcia płazów w Proszowicach w 2014 i 2015

Zbawienna obwodnica

12 września 2011 roku została wreszcie otwarta obwodnica Proszowic, miasta leżącego na SE od Krakowa, nad rzeką Szreniawą. Inwestorem był Zarząd Dróg Wojewódzkich w Krakowie. Obwodnica leży w ciągu drogi wojewódzkiej nr 776, łączącej Kraków z Buskiem – Zdrojem.
Ta droga jest dużym odciążeniem dla mieszkańców miasta i była bardzo potrzebna, gdyż do tej pory przez ciasne uliczki przetaczały się ogromne ilości samochodów. Przebiega na zachód i północ od miasta, przy czym na odcinku północnym wiedzie doliną Szreniawy, przecina też jej dopływ, potok Ścieklec. Droga jest wybudowana na nasypie, bo teren na północ od miasta jest podmokły (terasa zalewowa Szreniawy zasilana dodatkowo wodami spływającymi z wzgórz na północ od doliny w tym korytem Ścieklca). Między drogą, a miastem usytuowane są ogródki działkowe, stadion sportowy, park miejski, łąki i naturalny teren podmokły, a po północnej mamy ciąg trzcinowisk oraz fragmenty łąk i pastwisk.

Obwodnica wraz z otoczeniem na zdjęciu satelitarnym z googlemaps.

 

 

Co jest nie tak?

ijiji

Po obu stronach obwodnicy występują siedliska płazów i ptaków wodno – błotnych.

Corocznie, wczesną wiosną na odcinku kilkuset metrów nowej drogi ma miejsce masowe rozjeżdżanie płazów wędrujących do miejsc rozrodu. Biolodzy z Uniwersytetu Jagiellońskiego, a zarazem członkowie stowarzyszenia stwierdzili iż, żaby trawne, ropuchy szare i zielone a także inne płazy w mniejszych ilościach wchodzą nasypem na asfalt (głównie od strony miasta) i giną pod kołami samochodów. Droga usłana jest zmiażdżonymi i rozczłonkowanymi ciałami płazów, co udokumentowano na zdjęciach. Takich sytuacji w skali kraju i regionu Małopolski jest więcej, ale tutaj nasilenie zjawiska należy do największych w województwie. Temat masakry podjęły lokalne i regionalne media, poinformowana została Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Dziwi fakt, że w nasypie drogowym nie wykonano przepustów dla płazów, co jest normalną praktyką przy inwestycjach drogowych w takich miejscach.

Jeden z kilku przepustów wodnych pod drogą. Jest ich za mało, by spełniały rolę skutecznych przejść dla płazów, ponadto nie prowadzą do nich krawężniki/płotki.

Jeden z kilku przepustów wodnych. Jest ich za mało, by spełniały rolę przejść dla płazów, ponadto nie prowadzą do nich krawężniki/płotki.

Nie byłyby one trudniejsze do wykonania niż istniejące przepusty wodne. Drogowcy zarzekają się, że wszystko po ich stronie jest zgodnie z prawem, że nikt nie nakazywał robienia przepustów. Czyżby więc ocena oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko została zrobiona nierzetelnie? A może nie zastosowano się do jej zaleceń. Na razie tego nie wiemy.
Martwi nas to, że wbudowanie w nasyp drogowy kilku dodatkowych rur oraz odpowiednich krawężników ochronnych okazało się nie do zrobienia w czasach, gdy wreszcie polskie prawo bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zwraca uwagę na wpływ podejmowanych przez człowieka działań na gatunki chronione i gdy normą zdają się być zabiegi ułatwiające zwierzętom życie w przypadku negatywnego oddziaływania jakiejś inwestycji. Buduje się przecież wielkie przejścia dla zwierząt nad i pod drogami, kompensuje się straty w przyrodzie, tworząc nowe siedliska lęgowe dla ptaków – zabagnienia czy sztuczne wyspy na specjalnych barkach rzecznych. Przesadza się nawet rzadkie rośliny do siedlisk zastępczych. Przykładów podobnych działań jest multum, a dowodzą one, że da się je wykonać. Wystarczy przestrzegać prawa.

 

 

 

Głębiej

Swoją drogą nasuwa się smutna, już długo nieodkrywcza, refleksja trochę z pogranicza filozofii, że jeśli prawo stanowczo nie zabroni niszczenia przyrody i zabijania innych istnień, to człowiek budując swoją cywilizację jest w stanie wyrwać naturze ostatni kawałek Ziemi, ot egoista. Może jest to zbytnim uogólnieniem, bo jednak część ludzi patrzy na świat inaczej i wręcz nie jest w stanie funkcjonować w oderwaniu od natury. Poza tym, choćby jakaś grupa sprzeciwiła się planom zniszczenia kawałka zieleni to nie jest w stanie przekonać drugiej strony, dla której liczą się tylko pieniądze i która tymi pieniędzmi toruje sobie drogę. Ostatecznie ciężko oczekiwać od człowieka działań altruistycznych w stosunku do innego Życia, nawet gdy jest ono chronione prawem, skoro nawet ciężkie sankcje karne nie powstrzymują ludzi przed zabijaniem innych ludzi. Paragrafy pro-przyrodnicze maja ograniczoną moc, również dlatego, że czasem ludzie którzy powinni je egzekwować nie robią tego z różnych powodów. Wydaje się, że w wielu krajach, w tym w Polsce prawo ochrony przyrody jest jeszcze traktowane po macoszemu, dość niepoważnie, nie na równi z innym. U nas może dlatego, że jego przestrzeganie jest nowością? Wydaje się, że przed wejściem do Unii Europejskiej, mniej egzekwowane były w Polsce przepisy, nawiasem mówiąc przez Polaków ustanowione, tyczące się np. obszarów chronionych czy właśnie gatunków chronionych. Dopiero gdy kraj przyjął unijne zasady (czasami tożsame z polskimi), za których nieprzestrzeganie grożą kary finansowe lub obcięcie dotacji a także zła sława, to zaczęto prawo egzekwować skuteczniej. Niechlubnym przykładem jest tu bardzo głośna sprawa budowy obwodnicy Augustowa (ogromnie potrzebnej mieszkańcom), której przebieg miał też wpływ na przebieg trasy Via Baltica. Państwo polskie wytyczyło drogę m.in. przez tereny chronione polskim i wspólnotowym prawem (później okazało się że również przez działki zakupione nieco wcześniej przez prominentów) i uparcie dążyło do przeforsowania tego wariantu. Część społeczeństwa oprotestowała tę inwestycję jako niezgodną z wszelkim prawem, zaalarmowano Komisję Europejską. Ostatecznie sądy krajowe i europejski zgodnie przyznały, że ten wariant jest zwyczajnie nielegalny. W efekcie rozpoczęta w 2007 roku budowa została wstrzymana, a legalna już droga zostanie otwarta jesienią 2014 roku. A wystarczyło, by Państwo Polskie przestrzegało swojego prawa.

 

Działania

uuuu

Płazy trafiają do wody do przeniesieniu przez drogę

O wmontowaniu przepustów w nasyp drogowy nie chcą na razie słyszeć drogowcy z Rejonu Dróg Wojewódzkich w Jakubowicach – przedstawiciele inwestora. Argumentują, że wykonawca przedsięwzięcia współfinansowanego z kasy unijnej nie może ingerować w drogę, bo zobowiązany jest do „zachowania trwałości projektu, osiągnięcia i utrzymania wskaźników założonych na etapie składania wniosku o dofinansowanie” przez okres 5 lat od daty zakończenia realizacji inwestycji. W przeciwnym razie będzie musiał zwrócić dofinansowanie. Drogowcy nie byli świadomi, że istnieje paragraf mówiący o szkodzie w środowisku.
Odkładając na razie długofalowe działania zabezpieczające płazy, wiosną 2013 zaczęliśmy działać na tyle ile mogliśmy, by uratować od śmierci ginące płazy.

Kilkakrotnie przyjeżdżaliśmy przenosić płazy na drugą stronę drogi, jednak była to tylko kropla w morzu potrzeb. Przed wiosną 2014 podjęliśmy współpracę z Krakowską Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, mającą na celu doraźną poprawę sytuacji. RDOŚ sfinansował zakup płotków, a my postawiliśmy kilkaset metrów zabezpieczenia. Część narzędzi (kilof, szpadle, młotek) udostępnił RDW w Jakubowicach.
Zanim się zjawiliśmy kilkaset metrów płotka postawili też drogowcy, za co należy się im uznanie. Szkoda tylko, że nie skonsultowali tego posunięcia z nami, wszak rok wcześniej spotykaliśmy się; ich praca mogła być bardziej pożyteczna.

iiuiuiuj

Pochylona i wkopana w ziemię siatka , efekt pracy BIOTOP-owców

Płotki założone przez drogowców krótko mówiąc były nieprofesjonalne. Nie wkopano ich w rowek w ziemi, dolna krawędź siatki leżała na trawie, a pod nią przechodziły płazy. Ponadto siatki nie pochylono w stronę, z której szły, w związku z czym wiele płazów wspinało się po niej. W efekcie na południowej krawędzi drogi zginęły setki lub tysiące płazów (ciężko ocenić) a droga świeciła się mokrymi szczątkami płazów. W miarę możliwości odchyliliśmy siatkę i przysypaliśmy siatkę ziemią oraz kamieniami.
Trwają rozmowy z RDOŚ w Krakowie na temat dalszych działań zarówno w Proszowicach, jak i w innych miejscach Małopolski.

Wiosna 2015

Drogowcy z Proszowic znów postawili prowizoryczny płotek ochronny, tym razem był o niebo dłuższy ale jego funkcjonalność pozostawiała dużo do życzenia. Wystarczy powiedzieć, że nie był wkopany w grunt, a jedynie opierał się na nim lub na kępach trawy. Co 0,5-1 m był obciążony bryłkami ziemi.

Tak, jak lato 2014, tak i wiosna była sucha, więc płazów było mniej. Poprawiliśmy płotek i kilkakrotnie udaliśmy się przenosić płazy, ale w związku z brakami kadrowymi jeździliśmy tam za rzadko. Problem nie został rozwiązany…